Świąteczna Choinka Inaczej xD

No cóż, niby świąteczną choinkę mamy… ale dosyć ubogą.  Dlaczego? Bo zgubiliśmy ozdoby świąteczne! Sama nie wiem jak to możliwe. No ale cóż trzeba sobie jakoś poradzić. Na kupowanie ozdób za późno. A pasowałoby, żeby wyglądała jakoś jak przyjdzie Ksiądz z wizytą. Dobrze, że znalazły się chociaż jakieś światełka. Mogło być gorzej… nawet światełek mogło nie być. Pomysł jak sobie z tym poradzić przyszedł dość naturalnie, w końcu mam dziecko… przecież ozdoby można zrobić samemu! No i może być przy tym niezły ubaw! 😉 A w robieniu ozdób pomoże nam seria książeczek torebeczek na święta… dla tych co nie znajo, wrzucam recenzje. 😉

„Amelia i Kuba” „Kuba i Amelia” (Rafał Kosik) recenzja książki

Cześć, dzisiaj podzielę się z Wami recenzją książki, a właściwie to dwóch. Mowa tutaj o dwuksiągu autorstwa Rafała Kosika, czyli „Amelia i Kuba” oraz „Kuba i Amelia”. Mi książki baaardzo przypadły do gustu. Dlaczego? Sami zobaczcie, może spodobają się także Wam 😉

#teenmom … Mają się czym chwalić?

Ostatnio zrobiło się całkiem głośno o nastoletnich Mamach, tudzież przyszłych Mamach. Dlaczego? Bo wrzucały do sieci swoje zdjęcia i to oznaczone #teenmom (nastoletnia mama). Wiele osób je za to linczuje, „Chwalą się?! Niby czym?”… a ja jakoś patrze na to w nieco inny sposób.

Każda Mama jest dumna ze swojego dziecka, nawet tego nienarodzonego i chce się nim pochwalić, czemu im ma być to odebrane? Bo są młode? To chyba nie fair.

Nastoletnie Mamy nieraz spotykają się, a właściwe to są linczowane niezrozumieniem ze strony otoczenia, społeczeństwa i niejednokrotnie najbliższych osób. Gdzie mają szukać wsparcia? A od dawien dawna wiadomo, że w kupie siła! Kupy nikt nie ruszy! A jak mają się inaczej znaleźć jak nie przez internet?

Bycie nastoletnią Mamą to nie jest coś co się kończy wraz z osiągnięciem pełnoletności, to przypinka na całe życie! I te dorosłe ” Teen Mom” też mogą dać #teenmom i pokazać jak wiele osiągnęły mimo iż od początku miały pod górkę. Wychowanie dziecka nie szczególnie jest pomocne w robieniu karier i w zdobywaniu wykształcenia. Mimo to wielu dziewczyną się to udało i swoją postawą motywują inne. Da się? Da się!

Warto zwrócić uwagę też na to, że te młode dziewczyny cieszą się ze swojego macierzyństwa! Szczęśliwa Mama = Szczęśliwe Dziecko. Chociaż są młode, starają się, żeby dać swoim dzieciom co najlepsze! Chcą  być dobrymi Mamami i ja trzymam za nie kciuki!

Tak, jestem niepoprawną optymistką i dobrze mi z tym. Możliwe, że na moją ocenę tej sprawy wpłynęło też to, że choć nie jestem nastoletnią Mamą to z powodu młodego wyglądu nie raz usłyszałam wiele niesprawiedliwych, krzywdzących i przykrych opinii z ust obcych ludzi. A potrzeba akceptacji jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Nie żałujmy jej nikomu!

Zanim ocenimy… pomyślmy 😉

Świąteczno – Zimowa Herbata ;)

Świąteczno- zimowa herbata…Dzisiaj podam Wam przepis na to cudo, które świetnie rozgrzewa w te mroźne dni i wprowadza w świąteczny nastrój. 😉

Potrzebne będą:
– pomarańcz
– cytryna
– sok malinowy z goździkami i cynamonem
(ewentualnie sok malinowy i goździki osobno 😀 )

I co teraz?
Parzymy herbatę, ja zawsze robię to w osobnym całkiem sporym dzbanku. Jeśli macie sok malinowy bez goździków to dodajcie do parzącej się herbaty goździki, na dzbanek to około 3 – 4 goździków… powinno wystarczyć.

Pomarańcze i cytrynę kroimy w plastry. Z moich wyliczeń wynika, że na jedną porcję herbaty potrzebujemy jeden plaster cytryny i jeden plaster pomarańczy.

Plaster pomarańczy kroimy na 8 części i wrzucamy do szklanki. Plaster cytryny kroimy na 4 części i również wrzucamy do szklanki.
Całość zalewamy sokiem malinowym, ilość wedle uznania.

Dolewamy wcześniej przygotowanej herbaty. Warto zamieszać i ewentualnie trochę rozgnieść kawałki cytryny i pomarańczy… w tedy smak będzie bardziej intensywny.

Ja oszalałam na punkcie tej herbaty, mam nadzieje, że i Wam zasmakuje. 😉

„Mroczne Umysły”… jak macierzyństwo zmienia punkt widzenia

Nawet nie przypuszczałam, że tak wiele się zmienia gdy zostaje się Mamą. Niby życie codzienne zmienia się o 180 stopni ale… postrzeganie filmów, książek. Przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałam.

Jestem w trakcie czytania książki „Mroczne Umysły”, swoją drogą książka bardzo ciekawa i wciągająca. Ale… zawsze jest jakieś ale… Tak ogółem, w książce opisane są losy Ruby, która jak wiele innych dzieci padła ofiarą osobliwej epidemii oraz… dorosłych. Osobliwe choroba powodowała ujawnienie się u dzieci nadprzyrodzonych zdolności, których dorośli się bali. Więc stworzyli obozy w których teoretycznie miała być dzieciom udzielana pomoc. Mnie te obozy bardziej się kojarzyły z obozami koncentracyjnym. Jak przeżyjesz to będzie dobrze.

To wszystko nasuwa mi tylko myśl… jak rodzice mogli oddać dzieci do obozu? Ok, nie wiedzieli co je czeka. No ale nie żądali kontaktu z nimi? Spotkań, rozmów telefonicznych? Całe te rozmyślania sprawiają tylko, że jeszcze bardziej chce chronić moją córeczkę… no ale w sumie to nie do końca wiem przed czym skoro to się dzieje tylko w książce. Chyba, że ta epidemia dotknęła także dorosłych, tylko u nich wywoływała totalną znieczulice i potrzebę ochrony tylko własnego tyłka. No ale takie rzeczy chyba tylko autor raczy wiedzieć. 😀

Ale wiecie co, podobnie miałam oglądając „Gdzie jest Nemo?”… lubiłam tą bajkę… a tu naglę oglądając ją ponownie jako żona i mama, cały film przeżywam, że Marlin stracił żonę i dzieci!

Zresztą o Nemo więcej mówiłam w tym filmie

No i ja się pytam jak teraz żyć! 😀

Świat w starym obiektywie

Fotografia to coś co mnie interesuje, to fakt. Co o niej wiem- niewiele, ale postanowiłam to zmienić. Stąd właśnie decyzja o zapisaniu się na kurs fotograficzny. Chciałam poznać podstawy podstaw jeśli chodzi o fotografia, bo chyba od tego najlepiej zacząć. 😉

Tak właśnie trafiłam na kurs fotografii tradycyjnej z elementami techniki cyfrowej odbywający się w Nowohuckim Centrum Kultury. Muszę przyznać, że kurs przerósł nieco moje oczekiwania… na plus oczywiście. 😉 Jeśli chodzi o rzeczy techniczne zawsze byłam słaba w ich pojmowaniu, dlatego też migawka, przysłona itp. to była dla mnie zawsze czarna magia po mimo wielu prób tłumaczenia różnych osób. Już zaczynałam się godzić z losem, że nigdy tego nie pojmę. A tu nagle! Oświecili mnie i już rozumiem! 
Powiem szczerze, że jak zapisywałam się na ten kurs myślałam, że fotografia tradycyjna czyli analogowa może być nieco nudna… przecież cyfra daje takie możliwości. Ależ się pomyliłam to aż wstyd. 😀 Fotografii analogowej tak na dobry początek zawdzięczam to, że w końcu pojęłam te wszystkie dotąd dla mnie niezrozumiałe fotograficzne pojęcia. Po co tłumaczyć skoro można to wszystko pokazać.. migawka, przysłona… wszystko. Łopatologicznie, nie da się nie zrozumieć.
To był dopiero początek całej zabawy. Zrozumiałeś pojęcia to udowodnij! I tak właśnie robiłam zdjęcia lustrzanką analogową! Musisz wszystko dobrze ustawić, ładnie wykadrować… jest dobrze to pstrykasz. Czy zdjęcie się udało? No tego się dowiesz jak wywołasz. 😉 Tak… wywoływałam zdjęcia! W ciemni! I wierzcie lub nie ale nie jest to wcale takie proste! Najpierw trzeba wywołać klisze. Potem dopiero „robimy zdjęcia”. Naświetlamy papier światłoczuły, potem do wywoływacza… przerywacza… utrwalacza no i jeszcze na koniec trzeba wypłukać. A to wszystko określoną ilość czasu, liczą się nie tylko minuty ale i sekundy! 😉
Wiele się nauczyłam i zrozumiałam. Wszystkie zdjęcia, które widzicie, zrobiłam sama lustrzanką analogową i wywołałam również samodzielnie (tak, w ciemni). 😀 Czy są dobre nie wiem, rzecz gustu.. ale jestem z siebie dumna! Tyle pracy w nie włożyłam, że dla mnie są najpiękniejsze. Tak oto podsumowuje pierwszą część kursu. W drugiej części będzie o fotografii cyfrowej, ciekawe czym tym razem zostanę zaskoczona. 😉

„Mikrulki” (Asia Olejaryczyk) recenzja książki

Dzisiaj pochwale się nieco moją inną działalnością… a mianowicie recenzencką! Tak recenzuje książki dla dzieci. Ale żeby nie było, recenzuje je razem z córeczką. 😉 No i nie są to zwykłe recenzje tylko wideorecenzje! No ale co ja tu będę gadać 😀 sami zobaczcie 😀