Kolczyki u dziewczynki…. dlaczego? kiedy? jak?

kolczyk

Chodziło to za nami już od jakiegoś czasu. Wiedzieliśmy, że chcemy aby nasza Córeczka miała kolczyki i wiedzieliśmy, że chcemy przekłuć jej uszka zanim skończy 3 lata… w nadziei, że nie będzie pamiętała zabiegu przekłuwania, który bądź co bądź do przyjemnych raczej nie należy.

Dlaczego?
No cóż… każdy bobas wygląda jak bobas, a kolczyki dodają tej dziewczęcości. Poza tym, wszystkie kobiety w naszej rodzinie… ba!… nawet wśród naszych znajomych noszą kolczyki (chyba większość jak nie wszystkie kobiety noszą kolczyki)… więc nie mam złudzeń, Anika też prędzej czy później chciała by nosić kolczyki, a wole, żeby nie pamiętała przekłuwania gdzie dla wielu osób jest to po prostu wspomnienie bólu. Nie koniecznie przekłucia, ale często też gojenia się. Puki dziecko jest małe i szybko się rozwija, także rany goją się szybciej. No i jeszcze jedno za… znikają pytania „to chłopczyk czy dziewczynka?”

Kiedy?
My zdecydowaliśmy się na 1 urodziny. Nie mamy w pobliżu żadnych szczepień, które mogłyby osłabić odporność. Anika jest aktualnie zdrów jak ryba więc z tego też korzystamy. Już nie bawi się swoimi uszkami, co wcześniej miało miejsce i było powodem odroczenia przekłuwania uszu. Teraz ma już tyle ciekawych zajęć, że uszy nie są dość ciekawe i mogą się spokojnie goić. A nawet gdyby coś próbowała kombinować przy kolczykach to jest już na tyle kumata, że można jej wyjaśnić wszystko i w miarę zrozumie o co chodzi.

Jak?
My zdecydowaliśmy się na przekłucie w Claire’s. Poniekąd był to impuls, bo będąc tam wzięliśmy ulotkę odnośnie przekłuwania uszu. Nie, nie przekłuliśmy od razu, poczytaliśmy i zadzwoniliśmy się umówić na wizytę. Uprzedziliśmy, że dziecko jest małe i chcemy przekłuć oba uszy jednocześnie. Nie jedno po drugim, bo w przypadku tak małego dziecka nie wiadomo czy udałoby się przekłuć jedno po drugim (wydaje mi się, że nie… za długo by to wszystko trwało). Największym problemem okazało się zaznaczenie małą kropeczką miejsc przekłucia… oj wierciło się nasze maleństwo (plus dla pań za cierpliwość i wytrwałość). Samo przekłucie było bardzo szybkie, dwie panie równocześnie z „pistoletów” przekłuły uszy. Mimo iż pojawiło się trochę łez, nie pozwoliły nam odejść bez odkażenia świeżo przekłutych uszu (duży plus dla nich). Spośród wielu kolczyków, my wybraliśmy małe gwiazdki ze stali nierdzewnej. Kolczyki do przekłuwania mają mocno zaostrzone tyły dzięki czemu rana szybciej się goi, bo jest cięta a nie szarpana. Podczas zabiegu ważne jest aby wszystko było sterylne, należny odkazić płatek ucha, panie przekłuwając mają być w rękawiczka a kolczyk ma być sterylny. Dostaliśmy dodatkowo płyn do pielęgnacji przekłutych uszu, choć w naszym wypadku bardziej sprawdza się octenisep (łatwiej zaaplikować, wystarczy psiknąć). Generalnie choć miałam wątpliwość do przekłuwania w Claire,s to jest pozytywnie zaskoczona i polecam. Panie są miłe i profesjonalne. No i co najważniejsze Anika jest zadowolona i uszka się ślicznie goją.

Co czuję dziecko podczas ząbkowania? … czyli ząbkowanie z innego punktu widzenia

uśmiechnięty-ząb

Moje biedne małe dziąsełka! Czy ja muszę ząbkować?! To nie sprawiedliwe! Boli, piecze, swędzi… co robić?! Jest ciemno, mama i tata śpią. Ale ja nie wytrzymam!  Mamusia na pewno coś poradzi.
– Łeeeeee!!! MAMA!!! Łeeeeee!!!
-Ciii Słoneczko, już jestem. – usłyszałam głos Mamy.
Jak dobrze, że przyszła! Wyciągam do niej rączki, niech mnie przytuli jak najszybciej. (PRZYTULENIE) Od razu lepiej, jakoś tak mniej boli. Przysypiam… Co! Nie! Mamo, nie odkładaj mnie do łóżeczka! Ja Cię potrzebuję, żeby nie piekło! Nie bolało!
-Łeeeeee!!! MAMA!!! Łeeeeee!!!

– Już dobrze Skarbie. (PRZYTULENIE) Możesz spać z nami.

Tak to ja mogę zasypiać. A może mleko? Zawsze jak mi Mamusia daje mleczka to przestaje piec i swędzieć. Jakoś się może sama do niego dobiorę…. o jak dobrze, Mamusia się domyśliła. Ale ona domyślna! Kocham ją! (PIJE MLEKO)(PRZYTULA MAMA) O nie, Mamusia już nie przytula…. zasypia przede mną! Mamo! Przytulaj mnie dalej! MAMO!

-Łeeeeee!!! MAMA!!! Łeeeeee!!!

-Ciii, już dobrze, jestem obok. – Znowu przytulona i mam mleko, zasypiam.

Spokojny sen nie trwał długo… ten schemat powtórzył się jeszcze kilka razy tej nocy. Na szczęście Mama była obok. Jest taka kochana, czuła i domyślna. Chyba nie przetrwałabym tej nocy bez niej. Dam jej buziaka, niech wie, że ją doceniam. (CMOK)

-Ojej, dziękuję Słoneczko. – Chyba Mama też już nie śpi. Udało nam się Mamusi, dałyśmy radę temu ząbkowaniu. Przytule ją najmocniej jak umiem. (PAC… tulenie całą sobą).

Dryń, dryń dryń… o słyszę budzik. To Tata ma wstać do pracy. Coś słabo mu idzie… obudzę go. (KLEP KLEP) hmmm…. twardo śpi… budzik dzwoni już któryś raz (KLEP KLEP). Wiem! Mama mi pomoże Go obudzić. (KLEP KLEP) Mama od razu reaguję! Buziak dla niej! (CMOK) Mama obudziła Tate i wstał! Jej, Mamusia coś wygląda na nie wyspaną… może ona też ząbkuję?

Muzyczne wspomnienie wakacji… czyli Ballada o małej Anice

Mąż wyjechał na weekend, dziecko woła cały czas „Tata”, a ja jestem tylko Mamą i jak tu zastąpić dziecku Tatusia. No ale dla chcącego nic trudnego… z pomocą przyszedł mi YouTube. Jest tam już tyle naszych filmów, że spokojnie znajdę coś dla nas obu. Może i Miłosza nie ma, ale chociaż sobie na niego popatrzymy i posłuchamy. Padło na nagranie z serii od Tatusia dla Córeczki… czyli Ballada o małej Anice (no i zebrało nam się na muzyczne wspomnienie wakacji). Piosenka nagrana na spontana (coś w stylu „nagrywaj puki tekst pamiętam”), we wakacje, gdy wyjechaliśmy na parę dni na wieś. Akurat trafił nam się deszczowy dzień… i co robić?! Nie ma telewizji… nie ma internetu… ale jest dziecko domagające się, żeby działo się coś ciekawego! No i jak żyć! Na szczęście Mąż znalazł gitarę i tak się zaczęło śpiewanie dla Aniki. Filmik prócz radości  Aniki przywołał także myśl – „Jejku! Ale to Dziecko mi szybko rośnie!”, no ale o tym to może napisze innym razem. 😉

Z resztą sami zobaczcie i posłuchajcie… jak się nie cieszyć przy takiej muzyce 😉

Co ciekawe… Miłosz nadal twierdzi, że nie umie grać na gitarze… perfekcjonista się znalazł ;P

Klarnet to taki duży flet… czy aby na pewno?

klarnet

Kiedyś myślałam, że klarnet to po prostu taki nieco większy flet prosty. Dmuchasz, przyciskasz odpowiednie dziurki i jest dźwięk, bez jakiejś większej filozofii. Ależ ja się pomyliłam!!! Zwłaszcza, że ostatnio stwierdziłam, że zagram na tym całkiem fajnym instrumencie. Zagram w sensie zrobię się cała czerwona od dmuchanie a dźwięku jak nie było tak nie ma. Na szczęście z pomocą przyszedł mi Mąż (dzięki Bogu umie tłumaczyć łopatologicznie)… dolna warga jak u starej babci bez zębów, opierasz na niej klarnet, przygryzasz nieco zębami i uszczelniasz górną wargą i dopiero dmuchasz. MAGIA!!!! Ja umiem grać! No dobra, umiem czasami wydobyć dźwięk. A teraz jak tu idzie gama? Tyle dziurek i przycisków i nic nie jest podpisane! Miłosz znowu przyszedł mi z pomocą najprostszy układ, po kolei jak ułożyć palce i jest słynne do re mi fa sol la si do. Czuje się niczym geniusz muzyczny! A potem oglądam coś takiego…

… i stwierdzam, że do geniuszu to mi trochę daleko. Ale może jak trochę poćwiczę to kto wie… może kiedyś uczeń przerośnie mistrza 😀

tja… a nadzieja matką głupich… ale każda matka kocha swoje dzieci 😀