Na narty z dzieckiem? A czemuż by nie!

na artach

To, że wyjedziemy na ferie było pewne już od jakiegoś czasu… to, że będziemy jeździć na nartach również. Choć jazda na nartach to dużo powiedziane zważywszy na to, że Anika ledwo zaczęła chodzić a ja nigdy nie miałam nart na nogach. No ale mam przecież Męża, który jest instruktorem narciarstwa więc nie ma czym się przejmować 🙂 . Na Anikę nie było odpowiedniej wielkości butów narciarskich więc wylądowała w nosidle, mnie się aż tak nie upiekło więc wylądowałam na nartach. Z powodu początkowej olbrzymiej niechęci do nart… no cóż kojarzą mi się głównie z klaunami w takich długaśnych butach, a przecież wszyscy boją się klaunów… na stoku spędziłam tylko 3 dni. Ale Miłoszowi to wystarczyło, żeby nauczyć mnie jeździć na tyle, aby stało się to na prawdę fajne. Pierwszy dzień na stoku Anika spędziła z Dziadkami, aby mój Instruktor mógł poświęcić mi całą swoją uwagę. Anisia u Dziadka na plecach się świetnie bawiła, nie zdziwiłabym się gdyby Mu szeptała „No to teraz jak najszybciej!”. No tak, ten Brzdąc umie się bawić. Po pierwszym dniu miałam już za sobą pierwszy samodzielny zjazd i radziłam sobie na tyle dobrze na stoku, że kolejne dni Bobas spędził już jeżdżąc z Nami. Muszę przyznać, że budziliśmy sporą sensacje na stoku, w końcu tylko my mieliśmy bobasa w nosidle. Wydawało mi się to czymś normalnym, bo wiedziałam, że kiedyś mój Mąż był takim Brzdącem w nosidle na stoku. A tu proszę… jednak to nie jest tak popularne jak myślałam. A jak Anika reagowała na to wszystko? Większość czasu… przespała. Tak. Jak dla niej w nosidle fajnie buja i chyba dlatego tak lubi w nim siedzieć, no ale jakby nie było, jest to dla niej usypiające. Przypięta, wyubierana żeby nie zmarznąć spokojnie delektowała się jazdą i widokami. Wyjazd na narty zakończył się wielkim sukcesem. A za rok Milosz będzie uczył jeździć na nartach już nie mnie, a Anikę… przynajmniej taki jest plan.

A tak oto ja nauczyłam się jeździć w 3 dni 😉 przez co stwierdzam, że Miłosz to najlepszy instruktor na świecie. Nauczyłam się jeździć nie mając żadnej kolizji ani upadku.

TRX – najfajniejsze ćwiczenia jakie kiedykolwiek wykonywałam

trxJuż od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby wybrać się na zajęcia TRX. Dla niewtajemniczonych, są to zajęcia z wykorzystaniem taśm przyczepionych do sufitu. Wydawały mi się one w miarę łatwe, fajne i przyjemne. Patrząc na zdjęcia i filmy wyobrażałam sobie, że jest to super zabawa. I wiecie co? Byłam raz na tych zajęciach i już wiem, że będę na nie chodzić regularnie! Oczywiście to, że tak się zachwycam tymi zajęciami jest w dużej mierze zasługą trenerki, która była pełna entuzjazmu i wyrozumiałości dla początkujących. Czy ćwiczenia na TRX są łatwe? Niekoniecznie, mogą być w miarę łatwe (co nie znaczy, że nie męczące) ale mogą być też bardzo trudne. W wielu ćwiczeniach poziom trudności zależy od pochylenia czy też tego jak ułożymy nogi. Poziom trudności dopasowujesz do siebie i swoich możliwości. Czy ćwiczenia łatwe czy też nie, cały czas, choć wylewałam z siebie siódme poty miałam uśmiech na ustach. Dlaczego? Bo w życiu nie wykonywałam przyjemniejszy i fajniejszych ćwiczeń! Czułam się jak dziecko w czasie zabawy. Miałam obawy idąc na zajęcia, że za dużo sobie wyobraziłam i za bardzo się nastawiłam, że będzie fajnie i po prostu się zawiodę. Nie tyle się nie zawiodłam, co zajęcia przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Jestem zachwycona! I każdemu je polecam!

2014-03-26-trxsuspensiontrainingbrisbane

Wyprawka szkolna nie tylko do szkoły

IMG_0165

Wyprawka szkolna kojarzy się raczej z tym, że nasz brzdąc jest już na tyle dorosły, że wybiera się już do szkoły. Ale czy z wyprawką nie mamy do czynienia jeszcze wcześniej! Oczywiście, że tak! Może w nieco bardziej ograniczonej formie niż ta wyprawka do szkoły, która zawiera tornister, książki i różnego rodzaju przybory szkolne ale jednak. Swego rodzaju wyprawkę zaczynamy kompletować od kredek i ołówków, gdy tylko dziecko uczy się „rysować”, potem stopniowo dochodzą farby, pisaki i inne przybory. A gdy nadchodzi czas na właściwą wyprawkę do szkoły wiemy jakie produkty wybrać aby się nie zawieść. Tak ja to widzę… tak mi się przynajmniej wydaję patrząc na to jak Anika jest mała a jak wiele staram się z nią bawić przy użyciu różnych przyborów plastycznych. Zwłaszcza, że pogoda ostatnio sprzyja chorobom i nie zachęca do spacerów, więc postanowiłyśmy się realizować w zajęciach plastycznych. A o to nasze efekty. 😉

IMG_0175

 

IMG_0180

IMG_0185