Śpij kochanie, śpij – czyli techniki usypiania dzieci

FullSizeRender (16)Każdy Brzdąc ma swój rytm dnia, pod który oczywiście podporządkowuje innych. W rytm dnia wchodzi także drzemka, ale zanim ona nastąpi… trzeba się troche namęczyć. Mniej lub bardziej w zależności od przypadku. Techniki usypiania z czasem każdy rodzic wypracowywuje sobie własne. Tutaj spisuje kilka tych, z których my mniej lub bardziej kożystaliśmy… a nusz się komuś przydadzą w chwilach krytycznych 😉

Techniki usypiania:

Na prezesa
Jedyne co będzie Ci potrzebne (oprucz sennego dziecka) to fotel obrotowy. Usadow się wygodnie z dzieckiem w ramionach (albo na kolach w zależności od wieku) i wykonuj telikatne ruchy obrotowe. Jak nie uśnie to przynajmniej się wyciszy i będzie bardziej skłonne do pujścia spać.

Na pijawkę
Tą technike usypiania można stosować już od pierwszych dni życia. Polega ona na karmieniu dziecka… nie znam bobasa, który nie usypiał podczas karmienia piersią. Brzdąc idzie spać najedzony, co daje nam nieco więcej czasu zanim znowu się obudzi.

Technika „Ja siam”
Wystarczy położyć dziecko do łóżeczka. Ono samo sie ułoży wygodnie i uśnie. Jednak jest to technika nad, którą należy zacząć pracować wcześnie. Daje nam rodzicom dużą wygode i czas wolny… ale dopiero jak nasz bobas ją opanuje.

Technika „Misie tulisie”
Jedyne co dziecku jest potrzebne do uśniecia to… przytulenie. Jest wymęczony do granic możliwości i chce na rączki albo na kolanka. Super! Przy odpowiednim stopniu wymęczenia uśnie w 5min. Bardzo często nam się to sprawdzało na aktywnych wyjazdach.

Na dmuchawca
Jest to technika wspomagająca. Gdy widzisz, że twój brzdąc jest senny ale z niewiadomych przyczyn jego oczy nadal są otwartę. Delikatnie dmuchaj mu w oczy. Naturalnym odruchem jest, że je zamknie. Najdalej po paru tach seriach zrozumie, że jego powieku są już bardzo ciężkie.

Technika „Buju-buju mały zbóju”
W zależności od wielkości naszego „zbója” używamy albo bujaczka albo huśtawki. Bujamy aż uśnie. Technika idealna także jeśli trzeba wyciszyc bobasa. Początkowo może się śmiać i bawić w najleprze, po pewnym czasie go to już nudzi więc się wycisza i usypia. Może być przydatna poduszka… nigdy nie wiesz w którą strone ułoży się dziecko usypiające na siedząco.

Technika „Kto pierwszy… padnie”
Dla ambitnych, zaawansowanych i z dużą ilością nie wyczerpanych pokładów energii. Technika polega na aktywnej zabawie, która wymęczy twoje dziecko do tego stopnia, że będzie wolało schować się pod stołem i usnąć na podłodze niż dalej się bawić. Ostżegam, że zazwyczaj potem jest olbrzymi bałagan, którego nie masz siły sprzątać… idziesz spać razem z dzieckiem.

 

Tandem… rower dla trojga

Jak świętować nadejście wiosny? My w tym celu udaliśmy się na rower… dosłownie.

FullSizeRender (13)Nasz tandem retro przed wyruszeniem w trasę wymagał zabiegu zamontowania fotelika dziecięcego. co jak się okazało nie było wcale takie prosto, bo wymagało demontowania bagażnika… no ale udało się. Dopompowaliśmy koła i można było ruszać w trasę.FullSizeRender (14)

I muszę przyznać, że tandem to jednak idealny rower dla trojga. Jechałam jako druga i jedyne co musiałam robić to pedałować (jak przestawałam, niestety Mąż zauważał, że coś za ciężko ma). Moja kierownica była tylko dla ..hmmm… wygody? Co dawało mi możliwość obracania się i „zaglądania” za siebie do Aniki. Dzięki temu, że byłam w stanie „zaglądać” do dziecka w trakcie jazdy zatrzymania zostały ograniczone do minimum. Ba! Nawet byłam w stanie się bawić z Aniką w trakcie jazdy. A nawet nie tylko bawić ale również przytulać. FullSizeRender (15)

Inauguracja sezonu rowerowego przebiegła pomyślnie i już planujemy kolejne wyprawy.

Cierpisz na brak czasu? To znajdź sobie dodatkowe zajęcie!

FullSizeRender (12)Nie masz na nic czasu, a ja mówie o dodatkowych zajęciach. Możesz pomyśleć, że oszalałam. Ale pisze to z własnego doświadczenia. Kiedy urodziła się Anika i skończył się etap, że tylko jadła i spała, miałam poczucie, że brak czasu dla siebie zaraz mnie wykończy. Cała moja doba była poświęcona dziecku… no i czasami jeszcze starałam się sprzątać i gotować obiady.

A gdzie czas dla mnie? Kiedy ja mam się zrelaksować, odpocząć? No kiedy? Gdzie wola znajdzie się i sposób. Na początek zaczełam ćwiczyć, gdy tylko Anika usnęła wieczorem, ja wyskakiwałam pobiegać. Mąż zostawał pilnowac brzdąca, a ja aktywnie odpoczywałam. Zawsze biegałam w miarę nie daleko, żeby w razie czego wystarczył jeden telefon i jestem za 5min. FullSizeRender (11)

Jak tylko Anika stała się nieco mniej zależna ode mnie, do moich dodatkowych zajęć doszedł Chór. Tutaj nie obeszło się bez pomocy Dziadków, którzy biorą Anisie pod swoją opieke na czas prób i koncertów. Bo do chóru przekonał mnie Mąż, który śpiewał w nim już od jakiegoś czasu, tak więc razem sobie chórujemy od czasu do czasu.

Aktualnie liczba zajęć dodatkowych stopniowo się zwieksza a ja mam poczucie, że mam więcej czasu wolnego, w który da się wcisnąć jeszcze jakieś zajęcia. Czemu? To kwestia organizacji. Kiedy sama na sobie wymusiła dyscypline, narzuciłam sobie schemat działania, ramy czasowe i objełam tym również obowiązki domowe, nagle okazało się, że z moim czasem wolnym wcale nie jest tak źle. A właściwie to wręcz przeciwnie, jest go całkiem sporo.

DUŻO CZASU WOLNEGO DLA KAŻDEJ MAMY!

Nowe kolczyki… to nie takie proste

FullSizeRender (6)Jakiś czas temu pisałam Wam o tym jak to sprawiliśmy Anice kolczyki (klik).  Anika z kolczykami wygląda cudnie, ale to nie zmienia faktu, że jest dzieckiem, ruchliwym dzieckiem. Tak więc ostatnio stało się to, co podejrzewałam, że prędzej czy później się stanie. Zgubiłyśmy kolczyka. Nie wiadomo jak, nie wiadomo gdzie. Szukajmy plusów, akurat na Dzień Kobiet dostanie nową parę kolczyków. Przynajmniej nie było problemu co jej kupić z tej okazji.

Ale za to pojawiły się inne problemy…. a mianowicie, gdzie znaleźć odpowiednie kolczyki. Anika ledwo skończyła roczek, sama jest jeszcze malutka a co dopiero jej uszy. Kolczyki muszą być odpowiednio małe, aby pasować i nie obciążać za bardzo małego uszka. Dodatkowo gwint powinien być nieco krótszy niż w normalnych kolczykach. No i nie zapominajmy o tym aby były wykonane z nieuczulającego materiału. 

Pochodziłam po sklepach, załamałam się, że zbyt trudne do spełnienia wymagania, po czym na ratunek przyszedł mi Apart. Znalazłam tam całą kolekcje dedykowaną FullSizeRender (8)dzieciom! Cały katalog z biżuterią dla małych dziewczynek! Tyle kolczyków dla mojej małej Księżniczki i wszystkie spełniają moje wymagania! No lepiej trafić nie mogłam. Zachwycona wzięłam się za wybieranie. Wybór padł na serduszka z czerwonym oczkiem (Tata doradzał). Jakbym za mało się cieszyła, że w końcu udało mi się znaleźć odpowiednie kolczyki, to jeszcze zostały one zapakowane w cudne pudełeczko. Nie byle jakie pudełeczko, specjalnie zadedykowane dla Dzieci. Do wyboru mieliśmy kilka cudnych, kolorowych opakowań. Zachwycona wybrałam opakowanie w gwiazdki. Kolczyki ślicznie zapakowane w pudełeczku czekały, aż zostaną założone na małe uszka Aniki.FullSizeRender (9)

I tu pojawia się problem. Jak rozbrykanemu roczniakowi założyć kolczyki? Nie chciałam tym procesem zamęczyć jej i siebie, więc postanowiłam poczekać, aż uśnie. Strzał w dziesiątkę! Gdy ona spała jak zabita, ja delikatnie wyjęłam jednego kolczyka, który się ostał. A następnie, jeszcze delikatniej założyłam nowe kolczyki. Oczywiście nie obyło się bez majtania rączkami przez sen, przez co prób zakładania nowej biżuterii było kilka. Ale co najważniejsze, udało się. 

 

Film w 4D… Czy warto?

FullSizeRender (2)Dzień Kobiet świętowaliśmy w kinie, co prawda z lekkim opóźnieniem, no ale dzięki temu mogliśmy równocześnie świętować Dzień Mężczyzn. Zawsze przyjemniej świętować w duecie. Zdecydowaliśmy się na wyjście do kina i wybraliśmy seans w 4D! Czy warto się wybrać na taki seans? Czym się różni od normalnych? … Wszystko po kolei…

Film „Kingsman”
Film genialny! Polecam każdemu! Jak dla mnie esencja filmów szpiegowskich. Nieco przypominał mi tego starego, klasycznego Bonda. Dzięki temu dżentelmeństwu (czy jak to się tam odmienia) sceny walki miały zupełnie inny wydźwięk i nie wydawały się przesadzone czy nie realne. Dodatkowo wszystkie sceny, które w jakiś sposób mogłyby brzydzić lub zniesmaczać, zostały pokazane w tak śmieszny sposób, że flaki się wylewają a Ty się śmiejesz. Jedyne co mi nie spasowało, to momenty gdzie zagrożone było małe dziecko… no ale cóż… chyba każda Mama tak ma. Instynkt macierzyński i te sprawy.

Efekty 4D
Efekty 4D są to efekty dzięki, którym mamy poczuć film wszystkimi zmysłami. Czujemy wiatr, wodę, ruch, a nawet zapach. Jak to wygląda w praktyce? Na początku filmu bardzo mi to przeszkadzało, ale o dziwo jeszcze szybciej się przyzwyczaiłam. I FullSizeRender (1)muszę przyznać, że to naprawdę działa! Czujesz się jakbyś uczestniczył w filmie. Widzisz jak samolot unosi się w powietrze i dzięki ruchom fotela czujesz się jakbyś w nim leciał. Skaczesz ze spadochronem i czujesz wiatr na twarzy. Nawet strzelaninę słyszysz tuż przy uszach i jakbyś czuł kule przelatujące tuż obok twojej twarzy. Nawet obrywasz wodą po twarzy równo z głównym bohaterem. Choć tą opcje akurat można wyłączyć jakby ktoś nie chciał się pomoczyć. Ogółem efekty 4D oceniam na plus.

Kino- Cinema City Bonarka
No i tu pojawiają się „schody”. Bo film w trakcie nam się przerwał. W sensie był dźwięk i efekty ale obrazu brak. Słyszysz, że rozgrywa się kluczowa scena, a Ty nic nie IMG_0858widzisz, znajdujesz się w ciemnym pomieszczeniu i jeszcze Tobą rzuca na wszystkiego strony. No cóż… nie życzę nikomu takich wrażeń. Bardziej chce się wymiotować niż relaksować. W momencie gdy włączyli już film oczywiście była końcówka kluczowej sceny. Co z tego, że cofnęli film skoro uraczyli nas takim spojlerem! No a co najgorsze, nie uwzględnili reklamacji! Co najlepsze, gdybyśmy poszli na film w 2D dostalibyśmy jako zadośćuczynienie darmowe bilety na ten sam seans. No ale skoro zapłaciliśmy ponad 70zł za seans z efektami 4D i dostaliśmy niepełny, wadliwy produkt to już nie należy nam się nic. Nie oczekuję nie wiadomo czego, ale chciałabym się czuć potraktowana fair. A nie spławiona. I za to duuuuży minus dla kina.

Podsumowywując:
Film +
Efekty 4D +
Kino

Być matką w teorii i praktyce

FullSizeRender (5)

Jak to jest być matką, mamą, mamusią? Chyba każda z nas się nad tym zastanawiała, będąc w ciąży i z radością oczekując pierwszego dziecka. Czytamy i przeglądamy mnóstwo czasopism dla rodziców i książek, które mają nas przygotować do nowej roli. Widzimy zdjęcia uśmiechniętych mam z roześmianymi bobasami na rękach i oczami wyobraźni już widzimy siebie same jako uśmiechnięte mamy, pełne energii do zabawy z potomstwem.

FullSizeRender

W końcu rodzimy upragnione i tak długo wyczekiwane maleństwo. I mocno zderzamy się z rzeczywistością. To „uderzenie” może nam mniej lub bardziej „pogruchotać kości”. Ale na pewno wybije nam z głowy, że macierzyństwo jest tak idealne i kolorowe, jak miałyśmy okazje widzieć to w książkach i czasopismach.

Dlaczego? Może przedstawię kilka niepodkolorowanych faktów o macierzyństwie.

 

BYĆ MATKĄ #1 kawa

Nie lubisz kawy? Nie szkodzi, polubisz. Po nie przespanej nocy (i to nie jednej, lecz kolejnej z rzędu) kawa to jedyny sposób, abyś utrzymała powieki na odpowiednim poziomie.

 

BYĆ MATKĄ #2 pieluchy

No cóż, przykra konieczność. Ale bądź przygotowana na to, że gdy akurat będziesz w miejscu publicznym, twojemu potomkowi nie wystarczy „cudowna” woń oznajmiając czas na zmianę pampersa. Głośny BĄK to jest to! Najlepiej taki słyszany w promieniach kilku kilometrów. Aha, tylko pamiętaj, że nikt nie uzna, że „coś tak potężnego” mogło wyjść z takiego maleństwa…

 

BYĆ MATKĄ #3 porządek

A raczej jego brak… pogódź się z tym. Mimo twoich starań i szczerych chęci, twoje dziecko raczej nie będzie odczuwało potrzeby utrzymania go. Ale bałagan to zupełnie co innego! Jeśli chodzi o zrobienie bałaganu, chętnie Ci pomoże… najlepiej tuż przed planowanym przyjściem gości.

 

BYĆ MATKĄ #4 pomoc

Na pewno będzie wiele osób chętnych aby Ci pomóc. Tylko, że o tą pomoc trzeba umieć poprosić. Myślisz, że to łatwe? Zawsze byłaś niezależna, samodzielna, samowystarczalna, a tu proszę… W rzeczywistości jest to trudniejsze niż się wydaje, a główną przeszkodą są własne ambicje. Wydaje Ci się, że nie będziesz potrzebować pomocy? No właśnie, wydaje Ci się.

 

BYĆ MATKĄ #5 hobby

Bycie mamą to nie choroba, więc nadal możesz robić to co lubisz i realizować się. Tylko wiedz, że będzie to od Ciebie wymagać ogromnych ilości samodyscypliny, samozaparcia i zdolności organizacyjnych. Plus jeszcze chęci i siły, a z tymi ostatnimi może być mały problem.

 

Macierzyństwo to „ciężki kawałek chleba”, ale mogę Cię zapewnić, że twój maluch jest Ci w stanie wynagrodzić te wszystkie trudy i dodatkowo jest najlepszym motywatorem do działania na świecie.

A oto co mnie natchnęło do tych przemyśleń.

Pluszak idealny do zasypiania

krolik

Dzisiaj będzie troszkę o pewnym pluszaku, który podbił serce mojej Córeczki. Owy pluszak to króliczek, ale nie byle jaki. Dlaczego?

Pełni funkcje termofora

Wystarczy włożyć go na chwilę do mikrofalówki podgrzać niczym zapiekankę, a potem pozostaje cieszyć się przyjemnym ciepełkiem przez długi czas. Warto jednak się upewnić, że mikrofalówka jest w miarę czysta zanim włożymy tam pluszaka. Raczej nie chcemy aby zaczął pachnieć zapiekanką.

FullSizeRender (2)

Pluszowa aromaterapia

No cóż, po krótki dochodzeniu stwierdzam, że pluszak jest wypełniony prawdziwą lawendą. Jak przyłożymy do nosa to poczujemy delikatny lawendowy zapach. W momencie kiedy go podgrzejemy lawendowa woń unosi się wszędzie.

FullSizeRender (1)

Mega milusi

Wiadomo, jak to pluszak musi być milusi. Jednak już w pierwszym dotyku czuć , że jest baaardzo przyjemny i delikatny. Niczym królicze futerko… może dlatego Anika tak lubi go głaskać.

 

Króliczek jest z nami niemal cały czas, Anika nie raz bawi się nim w ciągu dnia, a nawet mnie przynosi, żebym go poprzytulała. Stał się on jednak również stałą częścią naszegio wieczornego rytuału zasypiania. Otóż do snu muszę tulić Anikę tulącą Króliczka. Ale powiem szczerze nie dziwie się jej. Zasypianie mając u boku ciepłą, milutką i tak przyjemnie pachnącą zabawkę to prawdziwy relaks. Po przebudzeniu pluszaka oczywiście też nie może zabraknąć.  😉 My naszego pluszaczka dostaliśmy, ale o ile się nie mylę można tego typu pluszaki dostać w TK Maxx. Tak czy owak gorąco polecamy 😉

FullSizeRender (3)FullSizeRender (4)

Jak to właściwie się stało, że zaczęłam blogować

blogowanie

To, że zaczęłam blogować nie wzięło się od tak z powietrza. Całkiem długo dojrzewała we mnie ta myśl zanim przerodziła się w czyn. Ale od początku. Myśl zrodziła się jeszcze jak byłam w ciąży. Gdy przeszukując czeluści internetu w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące mnie pytania o tematyce dziecięcej natrafiłam na 3 blogi. 3 blogi, 3 wspaniałe kobiety, mamy i żony. Nieświadomie pomogły mi, natchnęły i zainspirowały. O kim mowa? Już mówię

 

Mamine Skarby

Wspaniała Mama dwóch przeuroczych dziewczynek. Zawsze w jej wpisach dostrzegam wiele ciepła i życzliwości. Ale jeśli trzeba potrafi mocno wyrazić swoje zdanie. I bardzo to w Niej cenie. Czasem mam wrażenie, że przez jakiś szósty zmysł Jej wpisy lepiej do mnie trafiają, może to też dlatego, że sama mam córeczkę.

O Matko Wariatko

Czyli ironicznie o macierzyństwie, pisane przez Mamą młodego Dżentelmena. To co na pewno można stwierdzić o tym blogu parentingowym to to, że jest niebanalny. Każdy post jest pełen humoru, sarkazmu, ironii … ubaw po pachy i jeszcze wyżej.

Mama Zawsze

„Kobieta czasami, mama zawsze” , krótki ale trafiający w sedno opis tego bloga. Mama już wkrótce dwójki chłopców. Jej wpisy napawają mnie zawsze takim wewnętrznym spokojem. Może dlatego, że w moim wyobrażeniu ciężko jest wychować takiego małego Mężczyznę a Ona zawsze piszę o tym tak subtelnie i delikatnie. Jakby macierzyństwo było o wiele łatwiejsze niż w rzeczywistości.

 

Dodatkową rolę w mojej twórczości odegrał Mąż, który nie przestawał nigdy mnie wspierać i utwierdzać… choć tak na prawdę to na początku musiał mi to wmówić, że po prostu pisze fajnie, ciekawie i że On naprawdę tak uważa. I tym wszystkim osobą jestem bardzo wdzięczna, bo dzięki nim robię to co lubię i co sprawia mi przyjemność, czyli piszę bloga. I właśnie Wam DZIĘKUJĘ!