Szpinak – zdrowy ale niedobry?

FullSizeRender (17)No cóż, o tym, że szpinak jest zdrowy nie muszę chyba nikogo przekonywać. Jest bogaty w kwas foliowy przez co jest szczególnie zalecany kobietą spodziewającym się Bobasa. Poza tym szpinak jest bogaty w potas, żelazo i wiele innych suplementów diety. Ale co zrobić jeśli go nie lubimy? Po prostu ta zdrowa roślinka nam nie smakuje? Może zraziliśmy sie do niej bo trafiliśmy na nią źle podaną? Ja sama za szpinakiem nie przepadałam, ale znalazłam sposób na przemycenie go do diety mojej i dziecka. Koktajl! Pyszny, zdrowy, zielony, ze szpinakiem ale całkowicie pozbawiony jego smaku!Koktajl! Pyszny, zdrowy (naturalna alternatywa dla sztucznych suplementów jak ze strony http://www.body4you.pl/), zielony, ze szpinakiem ale całkowicie pozbawiony jego smaku! A oto składniki, na ów magiczny koktajl:

FullSizeRender (16)

2 pomarańcze
2 kiwi
1 cytryna
1 jabłko
garść liści szpinaku

Po uzyskaniu jednolitej konsystencji ze wszystkich składników pozostaje nam się delektować pysznym smakiem. Ja osobiście wyczówałam jedynie cytrusy i kiwi. Polecam! Jest pyszny!

 

Weekend Majowy – I co teraz?

FullSizeRender (13)Długi weekend majowy… czyli pewnie gdzieś pojedziemy (jak się potem dowiedziałam zaplanowany był wyjazd nad jezioro Rożnowskie). Ale ja nie chce! Dlaczego? Bo pakowanie mnie, dziecka i męża to ponad moje siły, ponad moje nerwy. No to już. Pobiadoliłam więc biore się za pakowanie. Było ciężko… bardzo ciężko… cudem, dałam radę. Podróż na miejsce należała do lekkich i przyjemnych. Według prognozy pogody, miały nam dopisywać ulewne deszcze i chmury. Jak miło, że pogodynka sie pomyliła i mogliśmy się cieszyć tak ciepłym słońcem i poprostu cudną pogodą. I po raz kolejny się przekonałam, że wyjazdy najlepsze są rodzinne, im więcej osob tym lepiej. Dlaczego? Bo mam więcej czasu dla siebie, dla męża. W każdej chwili dziecko jest pod czujnym okiem „ogółu” i FullSizeRender (12)świetnie się bawi z ciociami, wujkami, babciami, dziadkami… Chyba nie ma lepszego odpoczynku dla rodzica. Ponadto miałam okazje przełamać własne lęki i popłynąć kajakiem (i to nie raz) na romantyczny wodny spacer z małżonkiem. Anika nawet moczyła nóżki (odważna… ponoć woda do najcieplejszych nie należała), no i oczywiście też załapała sie na podróż kajakiem. 🙂 Jeśli chodzi o atrakcje, mieliśmy ich pod dostakiem… składanie kajaka, podróż canoe, bujanie się na chuśtawce w moim mniemaniu dla szaleńców (ale kto z nas jest normalny). Muszę przyznać, że pakowanie dobiło mnie do tego stopnia, że cały wyjazd widziałam w czarnych barwach. A teraz zachodze w głowę jak bardzo mogłam się, aż tak pomylić?! Mimo iż pakowania IMG_1512nie lubię, nie mogę doczekać się kolejnego weekendowego wyjazdu.

Tandem… rower dla trojga

Jak świętować nadejście wiosny? My w tym celu udaliśmy się na rower… dosłownie.

FullSizeRender (13)Nasz tandem retro przed wyruszeniem w trasę wymagał zabiegu zamontowania fotelika dziecięcego. co jak się okazało nie było wcale takie prosto, bo wymagało demontowania bagażnika… no ale udało się. Dopompowaliśmy koła i można było ruszać w trasę.FullSizeRender (14)

I muszę przyznać, że tandem to jednak idealny rower dla trojga. Jechałam jako druga i jedyne co musiałam robić to pedałować (jak przestawałam, niestety Mąż zauważał, że coś za ciężko ma). Moja kierownica była tylko dla ..hmmm… wygody? Co dawało mi możliwość obracania się i „zaglądania” za siebie do Aniki. Dzięki temu, że byłam w stanie „zaglądać” do dziecka w trakcie jazdy zatrzymania zostały ograniczone do minimum. Ba! Nawet byłam w stanie się bawić z Aniką w trakcie jazdy. A nawet nie tylko bawić ale również przytulać. FullSizeRender (15)

Inauguracja sezonu rowerowego przebiegła pomyślnie i już planujemy kolejne wyprawy.

Cierpisz na brak czasu? To znajdź sobie dodatkowe zajęcie!

FullSizeRender (12)Nie masz na nic czasu, a ja mówie o dodatkowych zajęciach. Możesz pomyśleć, że oszalałam. Ale pisze to z własnego doświadczenia. Kiedy urodziła się Anika i skończył się etap, że tylko jadła i spała, miałam poczucie, że brak czasu dla siebie zaraz mnie wykończy. Cała moja doba była poświęcona dziecku… no i czasami jeszcze starałam się sprzątać i gotować obiady.

A gdzie czas dla mnie? Kiedy ja mam się zrelaksować, odpocząć? No kiedy? Gdzie wola znajdzie się i sposób. Na początek zaczełam ćwiczyć, gdy tylko Anika usnęła wieczorem, ja wyskakiwałam pobiegać. Mąż zostawał pilnowac brzdąca, a ja aktywnie odpoczywałam. Zawsze biegałam w miarę nie daleko, żeby w razie czego wystarczył jeden telefon i jestem za 5min. FullSizeRender (11)

Jak tylko Anika stała się nieco mniej zależna ode mnie, do moich dodatkowych zajęć doszedł Chór. Tutaj nie obeszło się bez pomocy Dziadków, którzy biorą Anisie pod swoją opieke na czas prób i koncertów. Bo do chóru przekonał mnie Mąż, który śpiewał w nim już od jakiegoś czasu, tak więc razem sobie chórujemy od czasu do czasu.

Aktualnie liczba zajęć dodatkowych stopniowo się zwieksza a ja mam poczucie, że mam więcej czasu wolnego, w który da się wcisnąć jeszcze jakieś zajęcia. Czemu? To kwestia organizacji. Kiedy sama na sobie wymusiła dyscypline, narzuciłam sobie schemat działania, ramy czasowe i objełam tym również obowiązki domowe, nagle okazało się, że z moim czasem wolnym wcale nie jest tak źle. A właściwie to wręcz przeciwnie, jest go całkiem sporo.

DUŻO CZASU WOLNEGO DLA KAŻDEJ MAMY!

Na narty z dzieckiem? A czemuż by nie!

na artach

To, że wyjedziemy na ferie było pewne już od jakiegoś czasu… to, że będziemy jeździć na nartach również. Choć jazda na nartach to dużo powiedziane zważywszy na to, że Anika ledwo zaczęła chodzić a ja nigdy nie miałam nart na nogach. No ale mam przecież Męża, który jest instruktorem narciarstwa więc nie ma czym się przejmować 🙂 . Na Anikę nie było odpowiedniej wielkości butów narciarskich więc wylądowała w nosidle, mnie się aż tak nie upiekło więc wylądowałam na nartach. Z powodu początkowej olbrzymiej niechęci do nart… no cóż kojarzą mi się głównie z klaunami w takich długaśnych butach, a przecież wszyscy boją się klaunów… na stoku spędziłam tylko 3 dni. Ale Miłoszowi to wystarczyło, żeby nauczyć mnie jeździć na tyle, aby stało się to na prawdę fajne. Pierwszy dzień na stoku Anika spędziła z Dziadkami, aby mój Instruktor mógł poświęcić mi całą swoją uwagę. Anisia u Dziadka na plecach się świetnie bawiła, nie zdziwiłabym się gdyby Mu szeptała „No to teraz jak najszybciej!”. No tak, ten Brzdąc umie się bawić. Po pierwszym dniu miałam już za sobą pierwszy samodzielny zjazd i radziłam sobie na tyle dobrze na stoku, że kolejne dni Bobas spędził już jeżdżąc z Nami. Muszę przyznać, że budziliśmy sporą sensacje na stoku, w końcu tylko my mieliśmy bobasa w nosidle. Wydawało mi się to czymś normalnym, bo wiedziałam, że kiedyś mój Mąż był takim Brzdącem w nosidle na stoku. A tu proszę… jednak to nie jest tak popularne jak myślałam. A jak Anika reagowała na to wszystko? Większość czasu… przespała. Tak. Jak dla niej w nosidle fajnie buja i chyba dlatego tak lubi w nim siedzieć, no ale jakby nie było, jest to dla niej usypiające. Przypięta, wyubierana żeby nie zmarznąć spokojnie delektowała się jazdą i widokami. Wyjazd na narty zakończył się wielkim sukcesem. A za rok Milosz będzie uczył jeździć na nartach już nie mnie, a Anikę… przynajmniej taki jest plan.

A tak oto ja nauczyłam się jeździć w 3 dni 😉 przez co stwierdzam, że Miłosz to najlepszy instruktor na świecie. Nauczyłam się jeździć nie mając żadnej kolizji ani upadku.

TRX – najfajniejsze ćwiczenia jakie kiedykolwiek wykonywałam

trxJuż od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby wybrać się na zajęcia TRX. Dla niewtajemniczonych, są to zajęcia z wykorzystaniem taśm przyczepionych do sufitu. Wydawały mi się one w miarę łatwe, fajne i przyjemne. Patrząc na zdjęcia i filmy wyobrażałam sobie, że jest to super zabawa. I wiecie co? Byłam raz na tych zajęciach i już wiem, że będę na nie chodzić regularnie! Oczywiście to, że tak się zachwycam tymi zajęciami jest w dużej mierze zasługą trenerki, która była pełna entuzjazmu i wyrozumiałości dla początkujących. Czy ćwiczenia na TRX są łatwe? Niekoniecznie, mogą być w miarę łatwe (co nie znaczy, że nie męczące) ale mogą być też bardzo trudne. W wielu ćwiczeniach poziom trudności zależy od pochylenia czy też tego jak ułożymy nogi. Poziom trudności dopasowujesz do siebie i swoich możliwości. Czy ćwiczenia łatwe czy też nie, cały czas, choć wylewałam z siebie siódme poty miałam uśmiech na ustach. Dlaczego? Bo w życiu nie wykonywałam przyjemniejszy i fajniejszych ćwiczeń! Czułam się jak dziecko w czasie zabawy. Miałam obawy idąc na zajęcia, że za dużo sobie wyobraziłam i za bardzo się nastawiłam, że będzie fajnie i po prostu się zawiodę. Nie tyle się nie zawiodłam, co zajęcia przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Jestem zachwycona! I każdemu je polecam!

2014-03-26-trxsuspensiontrainingbrisbane