Świąteczna Choinka Inaczej xD

No cóż, niby świąteczną choinkę mamy… ale dosyć ubogą.  Dlaczego? Bo zgubiliśmy ozdoby świąteczne! Sama nie wiem jak to możliwe. No ale cóż trzeba sobie jakoś poradzić. Na kupowanie ozdób za późno. A pasowałoby, żeby wyglądała jakoś jak przyjdzie Ksiądz z wizytą. Dobrze, że znalazły się chociaż jakieś światełka. Mogło być gorzej… nawet światełek mogło nie być. Pomysł jak sobie z tym poradzić przyszedł dość naturalnie, w końcu mam dziecko… przecież ozdoby można zrobić samemu! No i może być przy tym niezły ubaw! 😉 A w robieniu ozdób pomoże nam seria książeczek torebeczek na święta… dla tych co nie znajo, wrzucam recenzje. 😉

#teenmom … Mają się czym chwalić?

Ostatnio zrobiło się całkiem głośno o nastoletnich Mamach, tudzież przyszłych Mamach. Dlaczego? Bo wrzucały do sieci swoje zdjęcia i to oznaczone #teenmom (nastoletnia mama). Wiele osób je za to linczuje, „Chwalą się?! Niby czym?”… a ja jakoś patrze na to w nieco inny sposób.

Każda Mama jest dumna ze swojego dziecka, nawet tego nienarodzonego i chce się nim pochwalić, czemu im ma być to odebrane? Bo są młode? To chyba nie fair.

Nastoletnie Mamy nieraz spotykają się, a właściwe to są linczowane niezrozumieniem ze strony otoczenia, społeczeństwa i niejednokrotnie najbliższych osób. Gdzie mają szukać wsparcia? A od dawien dawna wiadomo, że w kupie siła! Kupy nikt nie ruszy! A jak mają się inaczej znaleźć jak nie przez internet?

Bycie nastoletnią Mamą to nie jest coś co się kończy wraz z osiągnięciem pełnoletności, to przypinka na całe życie! I te dorosłe ” Teen Mom” też mogą dać #teenmom i pokazać jak wiele osiągnęły mimo iż od początku miały pod górkę. Wychowanie dziecka nie szczególnie jest pomocne w robieniu karier i w zdobywaniu wykształcenia. Mimo to wielu dziewczyną się to udało i swoją postawą motywują inne. Da się? Da się!

Warto zwrócić uwagę też na to, że te młode dziewczyny cieszą się ze swojego macierzyństwa! Szczęśliwa Mama = Szczęśliwe Dziecko. Chociaż są młode, starają się, żeby dać swoim dzieciom co najlepsze! Chcą  być dobrymi Mamami i ja trzymam za nie kciuki!

Tak, jestem niepoprawną optymistką i dobrze mi z tym. Możliwe, że na moją ocenę tej sprawy wpłynęło też to, że choć nie jestem nastoletnią Mamą to z powodu młodego wyglądu nie raz usłyszałam wiele niesprawiedliwych, krzywdzących i przykrych opinii z ust obcych ludzi. A potrzeba akceptacji jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Nie żałujmy jej nikomu!

Zanim ocenimy… pomyślmy 😉

Świąteczno – Zimowa Herbata ;)

Świąteczno- zimowa herbata…Dzisiaj podam Wam przepis na to cudo, które świetnie rozgrzewa w te mroźne dni i wprowadza w świąteczny nastrój. 😉

Potrzebne będą:
– pomarańcz
– cytryna
– sok malinowy z goździkami i cynamonem
(ewentualnie sok malinowy i goździki osobno 😀 )

I co teraz?
Parzymy herbatę, ja zawsze robię to w osobnym całkiem sporym dzbanku. Jeśli macie sok malinowy bez goździków to dodajcie do parzącej się herbaty goździki, na dzbanek to około 3 – 4 goździków… powinno wystarczyć.

Pomarańcze i cytrynę kroimy w plastry. Z moich wyliczeń wynika, że na jedną porcję herbaty potrzebujemy jeden plaster cytryny i jeden plaster pomarańczy.

Plaster pomarańczy kroimy na 8 części i wrzucamy do szklanki. Plaster cytryny kroimy na 4 części i również wrzucamy do szklanki.
Całość zalewamy sokiem malinowym, ilość wedle uznania.

Dolewamy wcześniej przygotowanej herbaty. Warto zamieszać i ewentualnie trochę rozgnieść kawałki cytryny i pomarańczy… w tedy smak będzie bardziej intensywny.

Ja oszalałam na punkcie tej herbaty, mam nadzieje, że i Wam zasmakuje. 😉

„Mroczne Umysły”… jak macierzyństwo zmienia punkt widzenia

Nawet nie przypuszczałam, że tak wiele się zmienia gdy zostaje się Mamą. Niby życie codzienne zmienia się o 180 stopni ale… postrzeganie filmów, książek. Przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałam.

Jestem w trakcie czytania książki „Mroczne Umysły”, swoją drogą książka bardzo ciekawa i wciągająca. Ale… zawsze jest jakieś ale… Tak ogółem, w książce opisane są losy Ruby, która jak wiele innych dzieci padła ofiarą osobliwej epidemii oraz… dorosłych. Osobliwe choroba powodowała ujawnienie się u dzieci nadprzyrodzonych zdolności, których dorośli się bali. Więc stworzyli obozy w których teoretycznie miała być dzieciom udzielana pomoc. Mnie te obozy bardziej się kojarzyły z obozami koncentracyjnym. Jak przeżyjesz to będzie dobrze.

To wszystko nasuwa mi tylko myśl… jak rodzice mogli oddać dzieci do obozu? Ok, nie wiedzieli co je czeka. No ale nie żądali kontaktu z nimi? Spotkań, rozmów telefonicznych? Całe te rozmyślania sprawiają tylko, że jeszcze bardziej chce chronić moją córeczkę… no ale w sumie to nie do końca wiem przed czym skoro to się dzieje tylko w książce. Chyba, że ta epidemia dotknęła także dorosłych, tylko u nich wywoływała totalną znieczulice i potrzebę ochrony tylko własnego tyłka. No ale takie rzeczy chyba tylko autor raczy wiedzieć. 😀

Ale wiecie co, podobnie miałam oglądając „Gdzie jest Nemo?”… lubiłam tą bajkę… a tu naglę oglądając ją ponownie jako żona i mama, cały film przeżywam, że Marlin stracił żonę i dzieci!

Zresztą o Nemo więcej mówiłam w tym filmie

No i ja się pytam jak teraz żyć! 😀

Świat w starym obiektywie

Fotografia to coś co mnie interesuje, to fakt. Co o niej wiem- niewiele, ale postanowiłam to zmienić. Stąd właśnie decyzja o zapisaniu się na kurs fotograficzny. Chciałam poznać podstawy podstaw jeśli chodzi o fotografia, bo chyba od tego najlepiej zacząć. 😉

Tak właśnie trafiłam na kurs fotografii tradycyjnej z elementami techniki cyfrowej odbywający się w Nowohuckim Centrum Kultury. Muszę przyznać, że kurs przerósł nieco moje oczekiwania… na plus oczywiście. 😉 Jeśli chodzi o rzeczy techniczne zawsze byłam słaba w ich pojmowaniu, dlatego też migawka, przysłona itp. to była dla mnie zawsze czarna magia po mimo wielu prób tłumaczenia różnych osób. Już zaczynałam się godzić z losem, że nigdy tego nie pojmę. A tu nagle! Oświecili mnie i już rozumiem! 
Powiem szczerze, że jak zapisywałam się na ten kurs myślałam, że fotografia tradycyjna czyli analogowa może być nieco nudna… przecież cyfra daje takie możliwości. Ależ się pomyliłam to aż wstyd. 😀 Fotografii analogowej tak na dobry początek zawdzięczam to, że w końcu pojęłam te wszystkie dotąd dla mnie niezrozumiałe fotograficzne pojęcia. Po co tłumaczyć skoro można to wszystko pokazać.. migawka, przysłona… wszystko. Łopatologicznie, nie da się nie zrozumieć.
To był dopiero początek całej zabawy. Zrozumiałeś pojęcia to udowodnij! I tak właśnie robiłam zdjęcia lustrzanką analogową! Musisz wszystko dobrze ustawić, ładnie wykadrować… jest dobrze to pstrykasz. Czy zdjęcie się udało? No tego się dowiesz jak wywołasz. 😉 Tak… wywoływałam zdjęcia! W ciemni! I wierzcie lub nie ale nie jest to wcale takie proste! Najpierw trzeba wywołać klisze. Potem dopiero „robimy zdjęcia”. Naświetlamy papier światłoczuły, potem do wywoływacza… przerywacza… utrwalacza no i jeszcze na koniec trzeba wypłukać. A to wszystko określoną ilość czasu, liczą się nie tylko minuty ale i sekundy! 😉
Wiele się nauczyłam i zrozumiałam. Wszystkie zdjęcia, które widzicie, zrobiłam sama lustrzanką analogową i wywołałam również samodzielnie (tak, w ciemni). 😀 Czy są dobre nie wiem, rzecz gustu.. ale jestem z siebie dumna! Tyle pracy w nie włożyłam, że dla mnie są najpiękniejsze. Tak oto podsumowuje pierwszą część kursu. W drugiej części będzie o fotografii cyfrowej, ciekawe czym tym razem zostanę zaskoczona. 😉

TAG: o mnie

Dzisiaj będzie nieco inaczej, otóż po raz pierwszy (ale mam nadzieje nie ostatni) napiszę TAG. Czyli po prostu odpowiem na kilka… kilkanaście… kilkadziesiąt pytań, tak żebyście mogli mnie lepiej poznać. 😉

1. Jak masz na imię?
Alicja


2. Kiedy masz urodziny?
25 stycznia


3. Co studiujesz? Jaka była twoja wymarzona praca w dzieciństwie?
studiowałam ortoptystke i promocje zdrowia… i właśnie ortoptystką chciałam zostać więc jestem z siebie dumna

4. Czy masz chłopaka/ dziewczynę?
w sumie to nie… mam Męża 😉

5. Jakiej muzyki słuchasz?
najchętniej filmowej albo klasycznej… ale tak naprawdę to wszystkiego 🙂 uroki bycia żoną muzyka 😀

6. Czy pracujesz?
zależy jak patrzeć… bycie Mamą to praca na pełnym etacie 7 dni w tygodniu 24h na dobę 😉

7. Czego szukasz w drugiej osobie?
czegoś pozytywnego 🙂

8. Do kogo się zwracasz, gdy jest ci smutno?
do Miłosza (Męża)… o dziwno rozumie mnie (albo dobrze udaje, że rozumie)

9. Ulubione jedzenie?
frytki i czekolada

10. Ulubiona część garderoby?
leginsy… zdecydowanie leginsy… mam ich chyba aż za dużo a i tak cały czas kupuje nowe 😀

11. Czy masz zwierzątka?
niestety nie 🙁 ale mam Męża i Dziecko 😀

12. Ulubione miejsce?
wanna… oczywiście pełna gorącej wody i piany… tak piana to podstawa

13. Czy masz drugie imię?
ależ oczywiście… na drugie mi Maria

14. Ulubiony przedmiot w szkole?
może to dziwne ale… Matematyka

15. Ulubiony napój?
Sok pomarańczowy… albo Cola… a może oba… a jakby tak je wymieszać, ciekawe co by wyszło…

16. Jaka jest twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
I see fire <3

17. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
haha już nawet część nadałam 😛
dziewczynka: Anika Rita
chłopczyk: Gabriel Miłosz (synka jeszcze nie ma ale jest w planach)

18. Czy uprawiasz jakieś sporty?
oj tak! uwielbiam ćwiczyć, czasem jogging, często rozciąganie… generalnie na co tylko najdzie mnie ochota 😀

19. Ulubiona książka?
nie tyle książka co cała seria o Jakubie Wędrowyczu  autorstwa Andrzeja Pilipiuka <3

20. Ulubiony kolor?
oczywiście niebieski… tak jak moje oczy 😉

21. Ulubione zwierzątko?
Kot.. cenie jego niezależność 🙂

22. Ulubione perfumy?
nie mam sprecyzowanych ale lubię zapachy słodkie i owocowe 🙂

23. Ulubione święto?
zdecydowanie Tłusty Czwartek… mniam 😀

24. Czy skończyłaś liceum?
ledwo ledwo, ale tak 😀 i nawet maturę zdałam 😀

25. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą? Ile razy?
no bywało się  bywało… ale ile razy to nie liczyłam… raczej sporo 🙂 a w planach mam jeszcze więcej 😀

26. Czy mówisz w innych językach?
kiedyś mówiłam po niemiecku, francusku, angielsku… ale teraz to już nie pamiętam języka w gębie 😀

27. Czy masz rodzeństwo?
Tak, dwóch starszych wspaniałych braci

28. Ulubiony sklep?
że tak to ujmę… Allegro 😀

29. Ulubiona restauracja?
chyba McDonald xD

30. Czy lubisz szkołę?
przedszkola nie lubiłam, podstawówkę lubiłam, gimnazjum neutralnie, liceum nie lubiłam, szkołę policealną i studia bardzo lubiłam 🙂

31. Ulubiony youtuber?
haha… oczywiście Miłosz z kanału „Z Kamerą Wśród Książek”

32. Ulubiony film?
aktualnie chyba Hobbit.. ale kobieta jest zmienną więc za jakieś 5min może się to zmienić 🙂

33. Ulubiony program w telewizji?
no cóż… nie oglądam telewizji.. ale z Top Model jestem na bieżąco 😀

34. PC czy Mac?
zdecydowanie lepiej pracuje mi się na PC ale to chyba kwestia przyzwyczajenia, bo przyznaje, że Mac jest duuuużo lepszy

35. Jaki masz telefon?

aktualnie nokia2010 ale w planach mam iphone 5c <3

36. Ile masz wzrostu?
magiczne 158cm


Mam nadzieję, że miło Wam się czytało, bo mnie się miło pisało 🙂

Fenyloketonuria – nie taki diabeł straszny


Czym właściwie jest fenyloketonuria? No cóż… tak łopatologicznie i baaardzo upraszczając jest to nieprzyswajanie białka. Czym to skutkuje? Należy owe białko zminimalizować w diecie. W praktyce jest to nie jedzenie mięsa, produktów mlecznych no i wszystkiego co ma dużo białka. Ale to nie wszystko… jak żyć bez chleba, a przecież on też musi mieć mało białka… czyli należy używać specjalnej mąki do jego wypieku. I tu zaczyna się cała zabawa w pieczenie chleba! Jupi! Piekę chlebek niskobiałkowy co jakieś trzy dni. Nie, ja nie mam aż takiego przemiału…. nawet nie mam fenyloketonurii 😀 Ale czego nie robi się dla Męża 😀 Niby banalna sprawa upiec chleb… ale… tak na logikę nie muszę tego robić. Mąż też ma dwie sprawne rączki i może to zrobić sam. Ale jak przepuścić taką okazje do okazania Miłości (no i jak posypie chlebuś makiem to dodatkowo będę uwielbiana pod niebiosa :D). Pamiętam jak wychodziłam za mąż i wiele osób mi współczuło, że będzie mi tak ciężko z fenyloketonurią, że tylu rzeczy mąż nie może i w ogóle. Takie tam użalanie się. A wiecie co, ja uważam, że fenyloketonuria nie jest taka zła a nawet ma swoje plusy. Trzeba wykazać się pomysłowością i inwencją twórczą, jak zrobić posiłek tak, żeby się nie narobić, a żeby każdy się najadł. Przy okazji tych kulinarnych wyzwań odkryłam wiele rzeczy o których nie miałam zielonego pojęcia np. że nie trzeba do pizzy dawać sera, bo majonez zapieka się równie fajnie, a zapieczony smakuje nawet lepiej niż ser. Produkty niskobiałkowe są też produktami bezglutenowymi, dlatego nasza córeczka mogła wcinać chlebek i makaron od Tatusia jeszcze zanim wprowadziliśmy jej gluten. A ile frajdy przy tym miała… ciężko powiedzieć czy dlatego, że poznawała nowe smaki, czy, że zabierała coś od Taty ale to nie ważne :D. Ogółem Fenyloketonuria nie jest taka straszna jak się wydaje… ale jest to też temat rzeka więc może kiedyś coś jeszcze o tym napisze… kto wie.

Żoną muzyka być #3 INSTRUMENT

No cóż… wiadomo, jak muzyk to pewnie na czymś gra. No tak to logiczne więc, że w domu będziesz miała instrumenty. Ale jeśli sądzisz, że ograniczy się to do tych instrumentów na, których gra twój Mąż… to jesteś w błędzie. Instrumenty, które znajdą się w twoim domu można podzielić na trzy kategorie:
1 -> te na których umie grać i to całkiem nieźle w porywach do rewelacyjnie
2 -> te na których uczy się grać, jeszcze nie do końca umie ale już wychodzą jakieś poprawne dźwięki
3 -> te na których nie umie jeszcze w ogóle grać ale już są, bo zamierza się nauczyć na nich grać

Co Ci to daje oprócz olbrzymiego hałasu i braku miejsca? Nigdy nie zapomnisz o ciszy nocnej… Ty nie zapomnisz, twój Mąż na pewno zapomni a sąsiedzi przypomną. No i dokształcisz się z dziedziny instrumentalistyki… nawet nie wiesz ile jest rodzajów gitar! Tak, twój Mąż będzie musiał je mieć wszystkie (nie ważne czy umie na nich grać).

Mój sposób na domokrążców

[ding dong] Słyszę dzwonek do drzwi, więc idę otworzyć, a za drzwiami miły pan z teczuszką gotów coś komuś wcisnąć… więc grzecznie mówię:
– Dzień dobry.

Pan lustruje mnie wzrokiem i odowiada – Dzień dobry, są może rodzice?
– Nie ma. – Odpowiadam zgodnie z prawdą.
– A będą dzisiaj? – Gość zadaje dosyć dziwne pytanie.
– Nie. – No cóż, nie zapowiadali się z wizytą.
– Aha, w takim razie dziękuję. Do widzenia.
– Do widzenia.

I tak mniej więcej wygląda moja każda rozmowa z akwizytorami… no cóż, jak widać młody wygląd ma swoje zalety. 😉


Zawód MAMA #1 Porządki

Wiadomo, jak zostajesz Mamą to zaczynasz bardziej zwracać uwagę na porządek. Między innymi dlatego, że nigdy wcześniej utrzymanie go nie było, aż takie trudne. Nie dość, że ma się mniej czasu na sprzątanie, to jeszcze brzdąc kontratakuje (bynajmniej nie sprząta tylko raczej bałagani) i nie jednokrotnie wchodzi w sojusz z Tatą, który przed wyjściem do pracy czasem dorzuci „trzy grosze” od siebie. Ale kiedy nadejdzie ten wspaniały czas, że nasze Maleństwo ułoży się do snu… mamy w końcu czas na odpoczynek… żartowałam! Kiedy sprzątać jak nie właśnie teraz, kiedy mamy mnóstwo energii… a nie, sorry, już nie mamy wszystko wyczerpał nasz Szkrab. No cóż, mamy chociaż czas. [drzemkę później] I kiedy z dumą patrzymy jaki wspaniały porządek udało nam się uzyskać w czasie tak krótkiej drzemki Bobasa… dostrzegamy, że z nie wiadomo skąd wyciągnął jakiś najstraszy paproch (co wygląda jak z epoki kamienia łupanego) no i oczywiście z uśmiechem zaczyna go wcinać… a my z paniką wyciągać z tego maleńkiego dzióbka. Co tu dużo mówić… gdyby porządek robił się sam byłoby o wiele łatwiej. 😉