Świat w starym obiektywie

Fotografia to coś co mnie interesuje, to fakt. Co o niej wiem- niewiele, ale postanowiłam to zmienić. Stąd właśnie decyzja o zapisaniu się na kurs fotograficzny. Chciałam poznać podstawy podstaw jeśli chodzi o fotografia, bo chyba od tego najlepiej zacząć. 😉

Tak właśnie trafiłam na kurs fotografii tradycyjnej z elementami techniki cyfrowej odbywający się w Nowohuckim Centrum Kultury. Muszę przyznać, że kurs przerósł nieco moje oczekiwania… na plus oczywiście. 😉 Jeśli chodzi o rzeczy techniczne zawsze byłam słaba w ich pojmowaniu, dlatego też migawka, przysłona itp. to była dla mnie zawsze czarna magia po mimo wielu prób tłumaczenia różnych osób. Już zaczynałam się godzić z losem, że nigdy tego nie pojmę. A tu nagle! Oświecili mnie i już rozumiem! 
Powiem szczerze, że jak zapisywałam się na ten kurs myślałam, że fotografia tradycyjna czyli analogowa może być nieco nudna… przecież cyfra daje takie możliwości. Ależ się pomyliłam to aż wstyd. 😀 Fotografii analogowej tak na dobry początek zawdzięczam to, że w końcu pojęłam te wszystkie dotąd dla mnie niezrozumiałe fotograficzne pojęcia. Po co tłumaczyć skoro można to wszystko pokazać.. migawka, przysłona… wszystko. Łopatologicznie, nie da się nie zrozumieć.
To był dopiero początek całej zabawy. Zrozumiałeś pojęcia to udowodnij! I tak właśnie robiłam zdjęcia lustrzanką analogową! Musisz wszystko dobrze ustawić, ładnie wykadrować… jest dobrze to pstrykasz. Czy zdjęcie się udało? No tego się dowiesz jak wywołasz. 😉 Tak… wywoływałam zdjęcia! W ciemni! I wierzcie lub nie ale nie jest to wcale takie proste! Najpierw trzeba wywołać klisze. Potem dopiero „robimy zdjęcia”. Naświetlamy papier światłoczuły, potem do wywoływacza… przerywacza… utrwalacza no i jeszcze na koniec trzeba wypłukać. A to wszystko określoną ilość czasu, liczą się nie tylko minuty ale i sekundy! 😉
Wiele się nauczyłam i zrozumiałam. Wszystkie zdjęcia, które widzicie, zrobiłam sama lustrzanką analogową i wywołałam również samodzielnie (tak, w ciemni). 😀 Czy są dobre nie wiem, rzecz gustu.. ale jestem z siebie dumna! Tyle pracy w nie włożyłam, że dla mnie są najpiękniejsze. Tak oto podsumowuje pierwszą część kursu. W drugiej części będzie o fotografii cyfrowej, ciekawe czym tym razem zostanę zaskoczona. 😉

TAG: o mnie

Dzisiaj będzie nieco inaczej, otóż po raz pierwszy (ale mam nadzieje nie ostatni) napiszę TAG. Czyli po prostu odpowiem na kilka… kilkanaście… kilkadziesiąt pytań, tak żebyście mogli mnie lepiej poznać. 😉

1. Jak masz na imię?
Alicja


2. Kiedy masz urodziny?
25 stycznia


3. Co studiujesz? Jaka była twoja wymarzona praca w dzieciństwie?
studiowałam ortoptystke i promocje zdrowia… i właśnie ortoptystką chciałam zostać więc jestem z siebie dumna

4. Czy masz chłopaka/ dziewczynę?
w sumie to nie… mam Męża 😉

5. Jakiej muzyki słuchasz?
najchętniej filmowej albo klasycznej… ale tak naprawdę to wszystkiego 🙂 uroki bycia żoną muzyka 😀

6. Czy pracujesz?
zależy jak patrzeć… bycie Mamą to praca na pełnym etacie 7 dni w tygodniu 24h na dobę 😉

7. Czego szukasz w drugiej osobie?
czegoś pozytywnego 🙂

8. Do kogo się zwracasz, gdy jest ci smutno?
do Miłosza (Męża)… o dziwno rozumie mnie (albo dobrze udaje, że rozumie)

9. Ulubione jedzenie?
frytki i czekolada

10. Ulubiona część garderoby?
leginsy… zdecydowanie leginsy… mam ich chyba aż za dużo a i tak cały czas kupuje nowe 😀

11. Czy masz zwierzątka?
niestety nie 🙁 ale mam Męża i Dziecko 😀

12. Ulubione miejsce?
wanna… oczywiście pełna gorącej wody i piany… tak piana to podstawa

13. Czy masz drugie imię?
ależ oczywiście… na drugie mi Maria

14. Ulubiony przedmiot w szkole?
może to dziwne ale… Matematyka

15. Ulubiony napój?
Sok pomarańczowy… albo Cola… a może oba… a jakby tak je wymieszać, ciekawe co by wyszło…

16. Jaka jest twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
I see fire <3

17. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
haha już nawet część nadałam 😛
dziewczynka: Anika Rita
chłopczyk: Gabriel Miłosz (synka jeszcze nie ma ale jest w planach)

18. Czy uprawiasz jakieś sporty?
oj tak! uwielbiam ćwiczyć, czasem jogging, często rozciąganie… generalnie na co tylko najdzie mnie ochota 😀

19. Ulubiona książka?
nie tyle książka co cała seria o Jakubie Wędrowyczu  autorstwa Andrzeja Pilipiuka <3

20. Ulubiony kolor?
oczywiście niebieski… tak jak moje oczy 😉

21. Ulubione zwierzątko?
Kot.. cenie jego niezależność 🙂

22. Ulubione perfumy?
nie mam sprecyzowanych ale lubię zapachy słodkie i owocowe 🙂

23. Ulubione święto?
zdecydowanie Tłusty Czwartek… mniam 😀

24. Czy skończyłaś liceum?
ledwo ledwo, ale tak 😀 i nawet maturę zdałam 😀

25. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą? Ile razy?
no bywało się  bywało… ale ile razy to nie liczyłam… raczej sporo 🙂 a w planach mam jeszcze więcej 😀

26. Czy mówisz w innych językach?
kiedyś mówiłam po niemiecku, francusku, angielsku… ale teraz to już nie pamiętam języka w gębie 😀

27. Czy masz rodzeństwo?
Tak, dwóch starszych wspaniałych braci

28. Ulubiony sklep?
że tak to ujmę… Allegro 😀

29. Ulubiona restauracja?
chyba McDonald xD

30. Czy lubisz szkołę?
przedszkola nie lubiłam, podstawówkę lubiłam, gimnazjum neutralnie, liceum nie lubiłam, szkołę policealną i studia bardzo lubiłam 🙂

31. Ulubiony youtuber?
haha… oczywiście Miłosz z kanału „Z Kamerą Wśród Książek”

32. Ulubiony film?
aktualnie chyba Hobbit.. ale kobieta jest zmienną więc za jakieś 5min może się to zmienić 🙂

33. Ulubiony program w telewizji?
no cóż… nie oglądam telewizji.. ale z Top Model jestem na bieżąco 😀

34. PC czy Mac?
zdecydowanie lepiej pracuje mi się na PC ale to chyba kwestia przyzwyczajenia, bo przyznaje, że Mac jest duuuużo lepszy

35. Jaki masz telefon?

aktualnie nokia2010 ale w planach mam iphone 5c <3

36. Ile masz wzrostu?
magiczne 158cm


Mam nadzieję, że miło Wam się czytało, bo mnie się miło pisało 🙂

Fenyloketonuria – nie taki diabeł straszny


Czym właściwie jest fenyloketonuria? No cóż… tak łopatologicznie i baaardzo upraszczając jest to nieprzyswajanie białka. Czym to skutkuje? Należy owe białko zminimalizować w diecie. W praktyce jest to nie jedzenie mięsa, produktów mlecznych no i wszystkiego co ma dużo białka. Ale to nie wszystko… jak żyć bez chleba, a przecież on też musi mieć mało białka… czyli należy używać specjalnej mąki do jego wypieku. I tu zaczyna się cała zabawa w pieczenie chleba! Jupi! Piekę chlebek niskobiałkowy co jakieś trzy dni. Nie, ja nie mam aż takiego przemiału…. nawet nie mam fenyloketonurii 😀 Ale czego nie robi się dla Męża 😀 Niby banalna sprawa upiec chleb… ale… tak na logikę nie muszę tego robić. Mąż też ma dwie sprawne rączki i może to zrobić sam. Ale jak przepuścić taką okazje do okazania Miłości (no i jak posypie chlebuś makiem to dodatkowo będę uwielbiana pod niebiosa :D). Pamiętam jak wychodziłam za mąż i wiele osób mi współczuło, że będzie mi tak ciężko z fenyloketonurią, że tylu rzeczy mąż nie może i w ogóle. Takie tam użalanie się. A wiecie co, ja uważam, że fenyloketonuria nie jest taka zła a nawet ma swoje plusy. Trzeba wykazać się pomysłowością i inwencją twórczą, jak zrobić posiłek tak, żeby się nie narobić, a żeby każdy się najadł. Przy okazji tych kulinarnych wyzwań odkryłam wiele rzeczy o których nie miałam zielonego pojęcia np. że nie trzeba do pizzy dawać sera, bo majonez zapieka się równie fajnie, a zapieczony smakuje nawet lepiej niż ser. Produkty niskobiałkowe są też produktami bezglutenowymi, dlatego nasza córeczka mogła wcinać chlebek i makaron od Tatusia jeszcze zanim wprowadziliśmy jej gluten. A ile frajdy przy tym miała… ciężko powiedzieć czy dlatego, że poznawała nowe smaki, czy, że zabierała coś od Taty ale to nie ważne :D. Ogółem Fenyloketonuria nie jest taka straszna jak się wydaje… ale jest to też temat rzeka więc może kiedyś coś jeszcze o tym napisze… kto wie.

Żoną muzyka być #3 INSTRUMENT

No cóż… wiadomo, jak muzyk to pewnie na czymś gra. No tak to logiczne więc, że w domu będziesz miała instrumenty. Ale jeśli sądzisz, że ograniczy się to do tych instrumentów na, których gra twój Mąż… to jesteś w błędzie. Instrumenty, które znajdą się w twoim domu można podzielić na trzy kategorie:
1 -> te na których umie grać i to całkiem nieźle w porywach do rewelacyjnie
2 -> te na których uczy się grać, jeszcze nie do końca umie ale już wychodzą jakieś poprawne dźwięki
3 -> te na których nie umie jeszcze w ogóle grać ale już są, bo zamierza się nauczyć na nich grać

Co Ci to daje oprócz olbrzymiego hałasu i braku miejsca? Nigdy nie zapomnisz o ciszy nocnej… Ty nie zapomnisz, twój Mąż na pewno zapomni a sąsiedzi przypomną. No i dokształcisz się z dziedziny instrumentalistyki… nawet nie wiesz ile jest rodzajów gitar! Tak, twój Mąż będzie musiał je mieć wszystkie (nie ważne czy umie na nich grać).

Mój sposób na domokrążców

[ding dong] Słyszę dzwonek do drzwi, więc idę otworzyć, a za drzwiami miły pan z teczuszką gotów coś komuś wcisnąć… więc grzecznie mówię:
– Dzień dobry.

Pan lustruje mnie wzrokiem i odowiada – Dzień dobry, są może rodzice?
– Nie ma. – Odpowiadam zgodnie z prawdą.
– A będą dzisiaj? – Gość zadaje dosyć dziwne pytanie.
– Nie. – No cóż, nie zapowiadali się z wizytą.
– Aha, w takim razie dziękuję. Do widzenia.
– Do widzenia.

I tak mniej więcej wygląda moja każda rozmowa z akwizytorami… no cóż, jak widać młody wygląd ma swoje zalety. 😉


Zawód MAMA #1 Porządki

Wiadomo, jak zostajesz Mamą to zaczynasz bardziej zwracać uwagę na porządek. Między innymi dlatego, że nigdy wcześniej utrzymanie go nie było, aż takie trudne. Nie dość, że ma się mniej czasu na sprzątanie, to jeszcze brzdąc kontratakuje (bynajmniej nie sprząta tylko raczej bałagani) i nie jednokrotnie wchodzi w sojusz z Tatą, który przed wyjściem do pracy czasem dorzuci „trzy grosze” od siebie. Ale kiedy nadejdzie ten wspaniały czas, że nasze Maleństwo ułoży się do snu… mamy w końcu czas na odpoczynek… żartowałam! Kiedy sprzątać jak nie właśnie teraz, kiedy mamy mnóstwo energii… a nie, sorry, już nie mamy wszystko wyczerpał nasz Szkrab. No cóż, mamy chociaż czas. [drzemkę później] I kiedy z dumą patrzymy jaki wspaniały porządek udało nam się uzyskać w czasie tak krótkiej drzemki Bobasa… dostrzegamy, że z nie wiadomo skąd wyciągnął jakiś najstraszy paproch (co wygląda jak z epoki kamienia łupanego) no i oczywiście z uśmiechem zaczyna go wcinać… a my z paniką wyciągać z tego maleńkiego dzióbka. Co tu dużo mówić… gdyby porządek robił się sam byłoby o wiele łatwiej. 😉

Żoną muzyka być #2 KONCERTY

– Gdzie twój Mąż?
– Na koncercie.
– Znowu? Ale imprezowicz Ci się trafił…

– Nie, Muzyk

Choć początki mogą być ciężkie to… przywykniesz do samotnych wieczorów (tak, koncerty najczęściej są wieczorami). Zapewne będziesz przechodziła przez kilka stadiów:
1) stadium pierwsze (najaktywniejsze) charakteryzujące się tym, że chcesz wiedzieć z kim gra (no tak z muzykami… jak mogłaś na to nie wpaść), gdzie gra (hmmm… na sali koncertowej), kiedy i o której gra, kiedy wraca.

2) stadium drugie- na część oczywistych pytań znasz już odpowiedz, więc ograniczasz się do pytania kiedy i o której gra oraz kiedy wraca (odpowiedzi na te pytania w końcu mogą być zmienne)… problem pojawia się gdy On podaje Ci terminy i godziny a Ty tego nie spamiętasz i pytasz po kilka razy o to samo… bez sensu
3) stadium trzecie (ostatnie)- rano pytasz się czy może ma jakiś koncert dzisiaj, jeśli nie to sprawa jest jasna, a jeśli tak to w celu zróżnicowania pytań możesz spytać
– to o której jemy obiad? (wiadomo, że będzie chciał zjeść przed wyjściem)

– oglądamy film wieczorem? (na bank powie Ci „jasne, wracam na …” albo „nie, wracam dopiero o …” i już wiesz kiedy się go spodziewać)

„Ten utwór chciałem zadedykować mojej Żonie…” (i jak tu Go nie Kochać) 



Żoną muzyka być #1 WENA

Jeśli podjęłaś ta trudną życiową decyzje i postanowiłaś związać resztę swojego życia z jednym (oczywiście tym wymarzonym) mężczyzną, to gratuluje. Jeśli twój wybranek okazał się być muzykiem to… przepadłaś… no i jakby nie było, też gratuluje. Jedną z rzeczy na które musisz być przygotowana w związku z tym to WENA. Nie możesz przewidzieć kiedy przyjdzie i sprawi, że nagle twój Mąż musi szybko coś zapisać tu dzież skomponować. Może to być w środku nocy (a Ty biedna marzniesz sama w łóżku – polecam mieć drugą kołdrę pod ręką), w środku dnia (nie raz w trakcie obiadu… a potem On się dziwi czemu jest zimny),czy też w najmniej odpowiednim do tego momencie (dziecko chce jeść, obiad się przypala a Ty z tym sama). No ale nie zapominajmy o najważniejszym, przecież to Ty jesteś jego Muzą! Gdyby nie Ty nie powstałby żaden wspaniały utwór. To Ty go natchnęłaś do napisania go i dałaś mu do tego możliwość (cisza, spokój, herbata i to wszystko czego Ty w tym czasie mieć nie będziesz). Ile kroć będziesz słysza tą burze oklasków po utworzę skomponowanym/wykonanym przez twego Męża… pamiętaj… te oklaski są dla Ciebie, ten utwór tak naprawdę zawdzięczamy właśnie Tobie. 😉

  więcej znajadziesz na zyjniebiadol.pl