Dobry sen dziecka

Chyba każda Mama wie, że dobry sen dziecka to skarb na wagę złota. Skarb nie raz na prawdę ciężki do zdobycia. Jako mama trójki brzdąców, przerobiłam ten temat już nie raz, nie dwa i nie trzy… znaczy się naprawdę dużo. I dzisiaj chciałam przedstawić Wam swego rodzaju ukojenie dla wszystkich sennych koszmarów, tych dużych i małych. Oto przed Państwem: Tuliś.

Kim On jest?
Jest niesamowitą przytulanką! Która zamienia sen dziecka w prawdziwą krainę czarów. Muszę przyznać, że wygląda na prawdę bardzo niepozornie jak na to, co  kryje się w tym jego mięciutkim wnętrzu. Urocze kołysanki, nietypowy kształt…. ale po kolei. Bo chciałabym wam tyle o nim napisać, że muszę to wypunktować. 😀

Kształt
Kształt z początku dla mnie bardzo zastanawiający. Jednak gdy tylko Tuliś dostał się w ręce moich dzieci… musiałam mu przyznać miano kształtu „idealnego”. Moje dzieci wręcz oszalały na punkcie przytulania go rączkami i nóżkami, co mi strasznie przypominało mnie i moja poduszkę ciążową. (Co w sumie znalazło swoje uzasadnienie gdy przeczytałam o genezie Tulisia tutaj). A jeśli chodzi o sen, świetnie się sprawdzi jako przytulanka i jako poduszka. U nas Tuliś jako podusia do snu, spokojnie pomieścił nasze 3 dziecięce główki. Bo czy może być coś wspanialszego dla dziecka niż pluszak jego wielkości? A tuliś jest mniej więcej wielkości mojej prawie rocznej córci, nawet stópki mają podobnej wielkości. 😀

 

Jakość
Kiedy masz w domu małego brzdąca wiesz, że jakość wszystkiego co go otacza jest bardzo ważna. Zabawki dla niemowląt Tulisie zapewniają ją w 100%. Wysokiej jakości 100% bawełna, nawet nici, którymi jest szyty Tuliś mają certyfikat Oeko-Tex. A jakby tego było mało sam Tuliś przeszedł testy bezpieczeństwa, dzięki czemu może się pochwalić zgodnością z dyrektywą TOYS 2009/48/WE. Myślę, że taka jakość zaspokoi nawet najbardziej wybrednych. 😉

„Tuli, tuli, tuli… Tuliś Cię utuli”

Melodia
I tu Wam się do czegoś przyznać. Jako żona muzyka i kompozytora, mam swego rodzaju strach przed grającymi zabawkami. Dlaczego? Bo nie raz są drobne mankamenty, których zwykły śmiertelnik nie usłyszy a wprawne ucho muzyka ścierpieć nie może. I tutaj spadł mi kamień z serca, kiedy mój Mąż zaakceptował te cudne kołysanki i słusznie zwrócił mi uwagę, że brzmią tak jak pozytywka (wg mojej interpretacji „jak z bajki”). To, co też jest bardzo ważne, to dobrze dopasowana głośność kołysanek. Nie jest to melodia, która słyszysz w całym pokoju zaraz po włączeniu. W końcu Tuliś to przytulanka, którą dziecko tuli gdy zasypia, gdy jego główka jest tuż koło głośnika. I właśnie w tym ułożeniu kołysanka gra z głośnością „przyjemną”. Dodatkowo Tuliś przewidział, że dziecko (opcjonalnie mama rownież) zaśnie i nie będzie grał do poki baterii starczy sił tylko… dokładnie 40 min. A jakby tego było mało, nie wyłączy się nagle, tylko po 20 min zacznie się łagodnie wyciszać.

W praktyce
Bycie Mamą zdecydowanie wzmaga w kobiecie racjonalne i praktyczne myślenie.  Jeśli tak jak ja, przed podjęciem decyzji rozpatrujesz w myślach kilka różnych opcji z serii „a co jeśli…” to tutaj kilka takich kwestii wyjaśnię.

Co jeśli się ubrudzi
Nasz Tuliś zaraz po wyjęciu z pudełka otrzymał mega buziaka z dżemem truskawkowym w gratisie. I co teraz? Zdjęłam poszewkę i wrzuciłam do prania! Nie musiałam prać całej tulisiowej podusi, dzieci mogły dalej się do niej przytulać i cieszyć kołysankami. Poszewka wyprana, wyprasowana i nie było nawet śladu po wcześniejszych czułościach.

Co jeśli znudzi mi się melodia
O to akurat ciężko, bo są ich 3. Jednak jeśli serio masz dość, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Nie musisz wyciągać mechanizmu i chować go (tam gdzie dzieci nie znajdą a ty zaraz zapomnisz). Mechanizm ma taki sprytny, magiczny pstryczek, dzięki czemu możesz na dłuższą lub krótszą chwilę zablokować kołysanki. Dzięki czemu kołysanki cały czas są na miejscu i nic się nie zgubi.

Co jeśli braknie mojej ręki
Z tego co mi wiadomo nie tylko moje dzieci zasypiają z potrzeba poczucia bliskości Mamy. No ale mama jak to mama, gdy dziecko zasypia wymyka się zrobić to, czego nie zdążyła za dnia. I tutaj zawsze miałam problem, że moje dzieciaki mają chyba jakiś czujnik oddalającej się mamy, bo gdy odejdę na więcej niż 5 metrów budzą się, jak jakiś automat). Ale gdy zasypią przy Tulisiu i znika moja ręka, ale pozostaje melodia…. jest ok.

Nasza historia
Tuliś trafił do nas akurat w czasie chorobowych zawirowań. A jak to zwykle bywa, dzieci zachorowały wszystkie po kolei. Co wiązało się się z tym, że dzieciom sen był potrzebny bardziej niż zwykle, jednak ciężko było zadbać o jego jakość. A na dodatek ja, jako mama, musiałam uznać sen za niespełnione marzenie. Co skutkowało, że byłam bardziej rozdrażniona. I powiem Wam, że Tuliś tutaj spisał się na medal. Oprócz tulenia dzieci, służenia im i mnie jako na prawdę wygodna podusia, swoimi kołysankami uspokajał dzieci i koił moje nerwy. Nawet nie wiem czy w tym trudnym czasie bardziej nie przydał się mnie niż dzieciom. No ale jak to mawia mój Mąż „szczęśliwa Mama to szczęśliwa cała rodzina”.

P.s. Ten wpis powstał dzięki Tulisiowi nie tylko dla tego, że jest o nim, ale głównie dlatego, że to On teraz tuli moje dzieci podczas gdy ja tu sobie pisze. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *