Jak zdobyłam książkę, której nigdzie nie było… #ZnalezioneWMatrasie

Jak zdobyłam książkę, której nigdzie nie było… czyli historia, która wydarzyła się na prawdę… i jestem jej główną bohaterką. 😀

To, że jestem mamą trójki Brzdąców już raczej wiecie, no i nie da się ukryć, że lubię także ćwiczyć. Co za tym idzie, po ciąży lubię szybko wrócić do formy. Jak? No ćwicząc, oczywiście. Nie jest to łatwe przy trójce cudownych i rozbrykanych dzieciaków, więc chciałam to sobie ułatwić książką. I to bardzo konkretną książką, a mianowicie „Nowa Ty w 180 dni” Natalii Gacki.

Tą książkę upatrzyłam sobie będąc jeszcze w ciąży. Dlaczego ta? Bo 180 dni to akurat pół roku, a pół roku to czas kiedy dziecko jest karmione tylko i wyłącznie piersią. Co za tym idzie, ciężko jest się zebrać na zajęcia fitness i zostawić brzdąca z kimś innym, kiedy jest całkowicie ode mnie zależny.

Czym ta książka różni się od innych tego typu? Autorką! Natalia Gacka jest mistrzynią świata w fitnessie sylwetkowym (czyt. doskonale wie co robi).  Nie tylko wie jak dbać o ciało, wie jak schudnąć, w końcu robi to przed każdymi zawodami. Wie z czym się zmaga osoba chcąca zrzuć kilka zbędnych kilogramów, lub zwyczajnie poprawić sylwetkę. Poza tym, gdy byłam na Targach Książki w Krakowie i miałam okazje ją zobaczyć…. Uśmiechnięta, pełna pozytywnej energii, a od niedawna także Mama!

Jako Mama nie mogłam sobie wymarzyć lepszej trenerki!

Jednak, żeby nie było tak łatwo, zażyczyłam sobie wydanie rozszerzone jej książki. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny to można je rozpoznać od razu, bo okładka wydania rozszerzonego jest w barwach czerwonych a nie niebieskich. Tak na moją logikę chyba wszyscy wolą mieć wydanie rozszerzone więc myślałam, że będzie łatwo i ogólnie dostępne. Dlatego bardzo się zdziwiłam, że nie było go na Allegro…

Jak to nie ma na allegro?! Przecież tam jest wszystko! A jednak… Więc postanowiłam zasięgnąć pomocy wujka google. Nie zawiódł mnie… lista księgarni internetowych posiadającą w swoich zasobach interesujący mnie tytuł była całkiem pokaźna. Szkoda tylko, że w większości wypadków obok tytułu książki widniał napis „niedostępna”.

Całe szczęście z odsieczą przyszedł mi Matras. Miał ją! Alleluja! 

Tyle się jej naszukałam, tak bardzo się bałam, że jednak nigdzie jej nie będzie. Już dawno z takim namaszczeniem nie brałam książki z półki… serio myślałam, że się popłacze z radości. No i tak oto zdobyłam książkę, której nigdzie nie było, a Matras stał się moją księgarniową ostoją… jak nigdzie nie ma, to tam będzie, a jak tam nie ma, to nie ma nigdzie. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rozwiąż równanie * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.